Skład kolonialny. Tradycja i nowoczesność

Skład kolonialny to miejsce o burzliwej, ale pięknej historii, gdzie każda kompozycja zapachowa i każdy produkt powstaje z dbałością o najmniejszy szczegół. Wszystkie są zaś wyjątkową, jedyną w swoim rodzaju opowieścią.

Świeca rzepakowa Zanzibar

Skład Kolonialny ma niesłychanie ciekawą i burzliwą historię. Czy może ją Pan trochę przybliżyć?

Bardzo chętnie! Wszystko zaczęło się jeszcze przed II wojną światową. Mój dziadek, który mieszkał w Kielcach, Jan Fryderyk Pisarczyk, miał dwie pasje. Jedną była zabawa w sklep, uwielbiał to, od kiedy był dzieckiem. Drugą był wypoczynek. Skupmy się na pierwszej z nich – rodzice pomogli mu założyć jego pierwszy sklep w Kielcach, tak powstał Skład Kolonialny. Sprzedawał w nim towary importowane do Polski, na przykład herbatę lub kakao. Potem powstał kolejny sklep, później trzeci, potem pojawiła się restauracja, jednak główną pasją dziadka był Skład Kolonialny. Poza tym uwielbiał wyjazdy do Buska-Zdroju, znanego przedwojennego uzdrowiska położonego niedaleko Kielc. Tam spędzał każdą wolną chwilę. Mam zdjęcia kuracjuszów przy fontannie w trzyczęściowym garniturze, kapeluszu i z ręcznikiem przerzuconym przez ramię. Tymczasem sklepy działały dobrze, jednak kiedy przyszła wojna cały interes stanął. Dziadkowie część towaru ukrywali w domu, w piwnicy – to też pomogło im przeżyć wojnę. Kiedy wojna się skończyła, dziadek uruchomił sklep. Był rok 1945. Niestety w 1947 na skutek reformy, Państwo Ludowe przejęło sklepy. Razem z nimi dziadek stracił też całą swoją energię. Jego miłość do sklepów była jednak tak wielka, że do emerytury pracował jako kasjer w sklepie samoobsługowym przy ulicy Sienkiewicza.

Dyfuzor rattanowy Marrakech

Takiego go pamiętam z czasów swojego dzieciństwa. Kiedy byłem mały, snuł wspaniałe opowieści o swoich sklepach, o zapachu, który się w nich unosił, jak pachniała kawa. Mój dziadek miał syna i córkę (moją mamę). Ona miała jednak inne zainteresowania, została malarką. Jej brat też był sceptyczny. W minionym systemie nikt nie palił się do zajmowania się handlem. W latach 90. wszystko się zmieniło. Polska zaczęła sprzedawać i kupować. Brat mojej mamy postanowił wskrzesić firmę, zarejestrował sklep pod tą samą nazwą i prowadził go ze zmiennym powodzeniem. Niestety zmarł przedwcześnie na skutek wylewu. Znów wszystko zaczęło się kurzyć i kurzyło się ponad 20 lat. W pewnym momencie zaczęliśmy wspominać z żoną historię Składu Kolonialnego, historię zapachów, etos opowiadany przez dziadka, które razem budowały nasze wyobrażenie o minionych latach. Tchnęliśmy życie w te opowieści, ożywiliśmy wspomnienia, które w naszym domu funkcjonowały w związku z nimi. Równolegle interesowaliśmy się światem zapachów i rytuałami, w których zapachy i kadzidła miały istotne miejsce. Kilka lat poznawaliśmy ten obszar, jednak pomysł, aby zacząć w nim działać przyszedł dość spontanicznie. Historia naszej firmy to historia ludzi. Chcemy rozwijać naszą markę w duchu, który narzuciła nam tradycja.

Przeczytaj też: Lawenda. Eliksir nie tylko na dobry sen

Czy markę trzeba było unowocześniać?

Raczej nie. Nie jesteśmy wielką korporacją, konsument nie miał bagażu doświadczeń związanego z marką. Postawiliśmy na nowy start. Naszym mottem było “Kupuj to, co najlepsze”. Zależało nam też na tym, aby Skład Kolonialny dawał nam radość, był przyjemnością, a nie codzienną walką o przychód. Najważniejsza jest radość tworzenia, radość myślenia o produkcie, czas poświęcony na to, aby był jak najlepszy, to uczucie, kiedy oglądasz gotowy produkt i możesz powiedzieć “Ale to fajne!”, ale też “Jak to ulepszyć?”. Chcemy być wiarygodni, zapewnić konsumentowi produkt taki, jaki obiecujemy. To wszystko składa się na wizerunek firmy.

Państwa asortyment koncentruje się głównie na świecach. Z jakiego wosku są one wykonane?

Świece wykonane są z wosków naturalnych pochodzenia roślinnego. W ofercie mamy wosk rzepakowy, słonecznikowy, sojowy, kokosowy i mieszanki. Nie dodajemy żadnych domieszek, które miałyby poprawić kondycję wosku. Jest on bardzo kapryśnym surowcem. Raz zastyga w sposób idealny, czasami jednak jego powierzchnia wygląda, jak powierzchnia Księżyca. Innym razem się zapada. Dodatki stabilizują ten surowiec, jednak my tego nie robimy. Szukamy rozwiązań, które pomogą nam beż używania ulepszaczy osiągnąć idealny efekt. Kosztuje nas to dużo pracy, kontaktów z laboratorium i eksperymentów. Czasem okazuje się, że domieszki komponentów zapachowy wpływają na konsystencję wosku, trzeba więc szukać nowych rozwiązań, układać nowe mieszanki z wosków, które dobrze ze sobą współgrają. Doświadczenie, eksperymenty i nowoczesne urządzenia sprawiają, że możemy zrezygnować z ulepszaczy.

To cena za to, że produkt jest nie tylko najwyższej jakości, ale też wegański. Co jeszcze wpływa na efekt?

kolekcja dyfuzorów rattanowych

Drugim bardzo ważnym komponentem jest knot. Używamy knotów z cienkiego kawałka starannie dobranego drewna. Muszą one być wycięte z bardzo dużą dokładnością, czasem pół milimetra różnicy sprawia, że świeca pali się źle. Każdy knot zachowuje się inaczej w połączeniu z każdym woskiem. Aby wyprodukować jeden zapach, trzeba starannie balansować między wszystkimi tymi elementami. Jest niewiele kombinacji, które dają dobry efekt. To naprawdę sztuka.

Przeczytaj też: Jak wybrać idealne serum do twarzy?

Skąd decyzja, aby stosować drewniane knoty?

Chcieliśmy, aby nasz produkt był nie tylko naturalny, ale też produkowany w Polsce. Bawełna na tradycyjne knoty nie powstaje jednak w naszym kraju. Dodatkowo większość knotów, umieszczanych w słoiku dla zachowania kształtu ma metalową wkładkę. Ona w czasie spalania uwalnia związki lotne. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się sięgnąć po drewno. Ono również jest starannie wybierane. Posiada certyfikat FSC, co oznacza, że jest to drewno hodowlane. Uprawa zakłada, że musi być więcej drewna sadzonego, niż wycinanego. Nie jest to rabunkowa gospodarka jak na przykład w Puszczy Białowieskiej. W Europie, od kiedy zaczęto sprawdzać certyfikaty FSC ogólna powierzchnia lasów zwiększyła się. Etykiety również drukowane są na takim papierze. Dbamy o to, bo przyszłość Ziemi jest dla nas bardzo istotna. Pracujemy też nad nową nakrętką, metalową, którą można w całości poddać recyklingowi.

To ogromna dbałość o szczegóły! Z Państwa sklepu zainteresowało mnie szczególnie palo santo i biała szałwia. Co sprawiło, że zdecydowali się Państwo wprowadzić je do oferty?

To zbieg wielu historii. Moja żona bardzo interesowała się kadzidłami. Pojawiały się też w naszej filozofii i naszych rozmowach. Zdecydowaliśmy się dodać je do oferty, jako wyjście naprzeciw naszym klientom, którzy często pytali o takie produkty.

Dyfuzor i świeca antykomarowa

Dobrze, że można kupić je w zaufanych miejscach. Zwłaszcza z palo santo bywa różnie, prawda?

Tak, kupując palo santo, można często natknąć się na produkt bez certyfikatu pochodzenia. Jest on o tyle ważny, że bez niego dostawcy mogą pozyskiwać je w niewłaściwy, niezrównoważony sposób. To zaś przyczynia się do tego, że samo palo santo może wyginąć. Aby dostać taki certyfikat w Ekwadorze, który jest głównym eksporterem palo santo, należy pokazać sposób zbierania i składowania drewna oraz udowodnić, że firma, która tym się zajmuje, przykłada do drzew należny szacunek i opiekuje się miejscami, w których rosną. Szukaliśmy tych certyfikatów, by upewnić się, że nie robimy krzywdy nikomu, zwłaszcza Planecie Ziemi. Sami byliśmy też w Ekwadorze. Kolejną drogą, która wpływa na to, że nasze produkty są, jakie są, to nasze osobiste doświadczenia i wspomnienia związane z radosnym przeżywaniem miejsc, które natchnęły nas inspiracją. Podczas wspominania pracują wszystkie zmysły, również zapachu. Nasze poszukiwanie zapachu jest poszukiwaniem wspomnień z tych miejsc. Sam płomień też ma w sobie coś magicznego. Polecamy przeczytać wspaniałe legendy pochodzące z kultur Indiańskich, które bardzo dużo mówią na temat białej szałwii lub palo santo. Wiele rzeczy dzieje się w naszych głowach. Warto poznać te podania, zanim zaczniemy obcować z zapachem. Często to pomaga przeżyć nam tę chwilę głębiej.

Przeczytaj też: Olejki eteryczne, aromaterapia. Co warto o nich wiedzieć?

Najbardziej praktyczne z Państwa oferty są chyba jednak mgiełki?

Świetnie sprawdzają się one do spryskiwania szafy, pościeli, zdają egzamin też w samochodzie. Są bardzo praktyczne. W ich skład wchodzą olejki eteryczne i woda destylowana. Dodatkowo też substancja naturalna, która stabilizuje i konserwuje tę emulsję. Przed każdym użyciem należy wstrząsnąć buteleczką. Mamy również w ofercie dyfuzory rattanowe z patyczkami i buteleczką pełną zapachowych olejków. Zastosowaliśmy w nich też pewne bardzo nowatorskie rozwiązanie – posiadają specjalny nośnik sojowy, sto procent ekologiczny i naturalny, który zachowuje się jak rozcieńczalnik. Dyfuzory sprawdzają się świetnie w łazience lub garderobie. Wszystko łącznie z opakowaniem i tym, co jest w środku, pochodzi ze zrównoważonego rynku. Zapachy w dyfuzorach odpowiadają kompozycją zapachowym świec. Tak więc świeca Palermo ma swój odpowiednik jako dyfuzor. Opakowania dyfuzorów są bardzo kolorowe. Każde opowiada historię zapachu. Przykładowo Marrakech to nie tylko orientalny wzór, ale projekt tkaniny nawiązujący do stylu francuskiego projektanta Yvesa Saint Laurenta, który był szczególnie związany z tym miejscem od końca lat 60 ubiegłego wieku. Verona to z kolei zabawa graficzna odwołująca się do średniowiecznych wzorów układanych z kolorowych cegieł na fasadach kamienic Werony.

ZOBACZ
CO MAMY
W SKLEPIE

  • MARRAKECH 20:15, Kokosowo-sojowa świeczka, 180ml

    52
    Dodaj do koszyka Kup teraz
  • Rzepakowa świeczka BLACK GRAPE MSC™ 120ml

    39
    Dodaj do koszyka Kup teraz
  • Spray ZANZIBAR 21:48 cedarwood&patchouli 100ml

    44
    Dodaj do koszyka Kup teraz

UDOSTĘPNIJ POST

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest

O CZYM JESZCZE PISZEMY?

Dodano do koszyka

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.