Kosmetyki z polskim rodowodem. Purite

Kosmetyki z suszu pokrzywowego tak świeżego, aż pali w ręce zabezpieczone długimi rękawicami podczas ich produkcji. Przystosowane nawet do pielęgnacji wrażliwej skóry po radioterapii. Z najlepszych polskich ziół, kwiatów, olejów i owoców. Czym wyróżniają się na tle innych?

Sebastian i Szymon założyli Purite kilka lat temu, ale tak naprawdę marka zaczęła istnieć w świadomości Polaków odkąd otworzyli przepiękny firmowy butik w Warszawie. Kameralny, czarny, z miedzianymi i pomarańczowymi elementami. Z betonem i lastriko. Ze smakiem, jakiego inne marki mogą Purite tylko pozazdrościć. Tuż po wejściu do tego sklepu, zastanawiam się czy skład kosmetyków idzie w parze z ich atrakcyjnym opakowaniem?

Twórcy marki Purite – Sebastian Kubiak i Szymon Kaźmierczak

Większość firm naturalnych bierze się albo z wrażliwej skóry ich właścicieli, albo z potrzeby zmiany stosowania produktów konwencjonalnych na te bliższe naturze i mniej napakowane „chemią”… Jak się zaczęła historia marki Purite? 

Szymon Kaźmierczak: 20-kilka lat temu chcieliśmy ściągnąć do Polski bardzo wtedy popularną zagraniczną markę kosmetyczną. Nasze rozmowy trwały 2-3 lata, ale się nie udało. I całe szczęście, bo nie mieliśmy wtedy tej wiedzy, którą mamy teraz – że te pięknie wyglądające, kolorowe i pachnące, udające „naturalne” produkty, niekoniecznie są dobre dla wrażliwej skóry. Zbiegiem okoliczności, koleżanka, która świetnie się na tym znała i robiła sama kosmetyki, poprosiła Sebastiana o przygotowanie strony internetowej. Przegadaliśmy temat we troje i… zostałem wysłany na studia: kosmetologię oraz zielarstwo i fitoterapię. Podeszliśmy więc do tematu poważnie. 

Brzmi dobrze. Ale z drugiej strony kosmetyków naturalnych, eko i organicznych w Polsce jest już tyle, że naprawdę trzeba się nagimnastykować, żeby się czymś wyróżnić. Co to oznacza w przypadku Purite? 

Przede wszystkim, zależało nam, żeby nasze kosmetyki nie tylko miały działanie pielęgnacyjne, ale przede wszystkim terapeutyczne. Dlatego formuła każdego kosmetyku Purite powstaje we współpracy z lekarzem. Ponadto, chcieliśmy, żeby działanie produktów także wynikało z ich zapachu. Olejki eteryczne użyte do produkcji kosmetyków Purite, wykazują właściwości aromaterapeutyczne. Dążymy także do tego, żeby eliminować wszelkie toksyczne substancje. Na przykład w masłach do ciała są wyczuwalne w dotyku mikrokuleczki, które znikają po rozsmarowaniu na skórze. Początkowo zaprzątało nam głowy jak się ich pozbyć, ale to nasze klientki uświadomiły nam, że ta „niedoskonałość” najlepiej zaświadcza, że kosmetyki Purite są w 100 proc.  naturalne! To nas ośmieliło, żeby pójść w stronę wręcz ortodoksyjnej naturalności. Wszelkie stabilizatory, wypełniacze i inne, nie mają u nas racji bytu. Pozostawiliśmy te mikro-granulki w masłach do ciała. Przynajmniej wiadomo, że są naturalne, a nie poprawione chemicznie. Natomiast ze względów ideologicznych, nie używamy oleju palmowego (do jego produkcji wypala się lasy Borneo czy Sri Lanki). Dlatego nasze mydła nie mają takiej trwałości jak te, które ten składnik zawierają…

Pierwsze kosmetyki Purite – naturalne mydła o pięknych zapachach i fakturach

Mydła wyglądają i pachną przepięknie. Testowałam jedno z nich – błękitne, z solą z Morza Martwego –  i jestem zachwycona jak obłędnie wygładza suchą, atopową skórę. Co ma pan na myśli mówiąc, że wystarczają na krócej niż inne mydła?

Olej palmowy nie jest złym składnikiem dla skóry ani dla samego produktu, ale jego sposób pozyskiwania jest dla nas nieetyczny. Właśnie jemu zawdzięcza się fakt, że mydła w kostce są twarde i trwałe. A nasze mają krótszy żywot – do mycia całego ciała jednej osobie wystarczają na około 3 tygodnie. Za to zawierają doskonałe składniki pielęgnacyjne. Bestsellerem na tę porę roku jest aromatyczne mydło dynia z goździkiem. Do cery z tendencją do łojotoku, polecamy mydło zielona glinka (z olejkiem z drzewa herbacianego). Do pielęgnacji niemowląt i wrażliwej skóry, świetne jest rumiankowe. Każdy produkt został stworzony pod konkretne potrzeby i kondycję skóry. I żaden składnik nie znalazł się w składzie przez przypadek. 

A jakich konserwantów używacie do produkcji kosmetyków Purite?

Najprostszym naszym konserwantem jest mieszanina kwasu salicylowego i alkoholu. Niemal wszystkie produkty Purite mają trwałość do 12 miesięcy od daty produkcji. Nie udajemy, że można ich użyć tylko przez 3 – 6 miesięcy… Niektórzy producenci stosują taki zabieg marketingowy, żeby podkreślić „świeżość” kosmetyków. 

Czy można o Purite powiedzieć, że to kosmetyki lokalne – pod kątem użytych składników? 

Stosujemy wszelkie komponenty, których mamy możliwość zakupu w Polsce: pokrzywę, rumianek, nagietek, lawendę (kupujemy je z polskich gospodarstw ekologicznych). Polscy rolnicy robią dla nas hydrolaty: rozmarynowy, miętowy, różany (z róży damasceńskiej) i lawendowy. Bez pestycydów, bez dodatków. Bo kupowane z nieznanych źródeł hydrolaty, mogą zawierać konserwanty – łącznie z „paliwem rakietowym” (jeśli jest go w składzie poniżej 1 proc., nie trzeba o tym informować). Natomiast sprowadzamy masło shea, glinki, baobab, aloes, wąkrotę, żeń-szeń, olejek elemi, itd. 

Czego poza olejem palmowym definitywnie nie stosujecie do produkcji kosmetyków?

Jesteśmy absolutnie na „nie” odnośnie wszystkich substancji ropopochodnych – bo organizm ich nie metabolizuje. Nie stosujemy chemicznych substancji zapachowych – aromat naszych kosmetyków wynika z ich składu, a w części stosujemyolejki eteryczne o działaniu aromaterapeutycznym. Klienci bardzo sobie chwalą, że nasze kremy nie są robione „na wodzie”, tylko na hydrolatach. To one są na pierwszym miejscu listy składników INCI. 

Co z certyfikatami? Macie/ planujecie mieć?

Większość półproduktów, które kupujemy ma Fair Trade i Ecocert. My tego certyfikatu nie mamy, bo jesteśmy jeszcze za mali, żeby móc sobie na to pozwolić. To bardzo kosztowne…

Gdzie dokładnie produkujecie cały asortyment? 

Manufaktura mieści się pod Wrocławiem, niedaleko domu. Możemy do niej przejść w kapciach, z kubkiem kawy. Laboratorium jest oddalone od reszty miasta, leży praktycznie pod lasem. Cisza, spokój. Droga prowadząca do lasu nazywa się Bajkowa i często nią chodzimy na odprężające spacery. 

Salon Purite przy Placu Grzybowskim – oaza naturalnej terapii i pielęgnacji skóry w centrum Warszawy

Brzmi bajkowo. Chociaż spodziewałam się, że właśnie Purite mieści się w środku lasu. To byłoby bardziej wiarygodne…

Mamy producentów ziół, którzy mieszkają w środku dziczy. Pod Kaliszem, pani, która nam zbiera pokrzywę, mieszka w lesie. Tam jest nawet trudno dojechać. Zbiera pokrzywę świeżą, majową – taką, jaka powinna być, żeby zachować jak najwięcej wartości odżywczych. I pomimo, że pracujemy w rękawiczkach, po otwarciu kartonu unosi się pył i mogą się pojawić od niej podrażnienia skóry. Nikt z nas nie chce podjąć się otwierania kartonu z pokrzywą. Ten susz jest tak aktywny, że trzeba na niego uważać (śmiech). Wcześniej korzystaliśmy z aptecznych bardzo dobrych jakościowo ziół. Ale jednak zebrane traktorkiem mają zupełnie inny zapach i jakość, niż te zebrane ręcznie. Dla porównania: trzy torebki rumianku aptecznego są równowartością 20 gram zebranego ręcznie i suszonego w odpowiedni sposób rumianku. Dlatego wybieramy te zbierane tradycyjnie. 

Co poza pokrzywą można znaleźć w kosmetykach Purite? 

Linia Oleum została stworzona z samych ziół. Oleum z nagietkiem zostało stworzone dla pacjenta po radioterapii. Jest to preparat mocno specjalistyczny. Bardziej przypomina maść, niż krem. Nagietek jest kupowany na zimę i tak genialny, że ludzie zabezpieczają nim twarze dzieci. Poza tym, przy takiej mnogości kosmetyków, mamy mnóstwo ciekawych składników. W linii Selected do pielęgnacji twarzy oraz szyi, dekoltu i biustu są to np. bursztyn, złoto 24k, róża damasceńska, baobab, aloes, miłorząb, kadzidłowiec, żeń-szeń, kocanka, kwas szikimowy, lukrecja, olejek elemi, oczar…

Widzę, że w waszym portfolio są nie tylko produkty do pielęgnacji twarzy, ale także do ciała, a nawet włosów… 

Mamy na przykład szampon w kostce. Ostatnio zrobiła się na rynku moda na ten produkt. Wielu klientom się wydaje, że jeśli szampon jest w kostce, to musi być naturalny… Niestety, wiele szamponów w kostce, to czyste SLS. Nasz – co tu kryć, to mydło sodowe. Nadaje się do mycia włosów naturalnych. Nie sprawdzi się na tych farbowanych. Ale mamy do pielęgnacji włosów także wspomagacze: zakwaszacz na bazie octu jabłkowego z wyciągami ziołowymi czy fitokeratynę roślinną. Nasze kosmetyki często można stosować na więcej niż jeden sposób. Na przykład scrub do twarzy działa i jako maseczka i jako peeling, ale ma postać i konsystencję kremu, więc nawilża już podczas złuszczania.  

A czym wyróżnia się czarna linia Purite?

Czarna linia Selected, to creme de la creme. Pierwsze w tej linii były kosmetyki do pielęgnacji szyi, biustu i dekoltu. Ale teraz dołączyliśmy krem na dzień, krem na noc, tonik, krem pod oczy i scrub. Stworzyliśmy preparaty przeciwsmogowe. Wolne rodniki przyspieszają procesy starzenia. A w linii Selected jest stała kombinacja ziół, witaminy ACE (antyoksydanty), kompozycja zapachowa, która wzmacnia działanie innych składników, a także całe bogactwo ekstraktów roślinnych, kwasów, olejów i minerałów. . 

Linia Purite Selected

Co z filtrami przeciwsłonecznymi, chroniącymi przed promieniowaniem UV?

Mamy wyłącznie filtry, które wynikają z działania składników, jak olej z pestek z malin. Ale nie posłalibyśmy z nim kogoś na narty na lodowiec. Bo to filtr rzędu 10-15. Naturalnym filtrem jest tlenek cynku, który barwi na biało, więc automatycznie taki kosmetyk wygląda na skórze mało estetycznie. 

Czy szykujecie jakieś zaskakujące nowości w najbliższym czasie? W butiku jest jeszcze sporo miejsca…

Planujemy już niedługo świetny kosmetyk – roślinną alternatywę dla botoksu. Poszerzamy też linię trądzikową o dwa nowe produkty. A w odpowiedzi na wskazówki naszych drogich klientek, lada chwila wprowadzimy nowy kosmetyk do mycia twarzy. O salonie Purite myślimy jednak bardziej holistycznie i chcemy w nim wprowadzić sesje masażu Kobido – najstarszej techniki masażu twarzy pochodzącej z Japonii, nazywanej „masażem bankietowym”, tak spektakularne efekty przynosi. Ten butik przy Placu Grzybowskim był naszym marzeniem, ale wydawało nam się, że musielibyśmy być Chanelem, żeby tutaj się znaleźć (śmiech). Okazało się, że ten lokal jest w zasięgu naszych możliwości i z dnia na dzień zdecydowaliśmy się na niego. Sebastian zaprojektował go sam, żeby był jak najbardziej spójny z Purite. Jesteśmy z niego bardzo dumni 🙂 Naszym kolejnym marzeniem – jest sklep w Berlinie. Patrząc na to, jak się rozwijają inne polskie marki, to całkiem możliwe. 

Trzymam kciuki, żeby się udało! Dzięki za rozmowę.

Zdjęcia w artykule: Gosia Wieruszewska dla Purite

UDOSTĘPNIJ POST

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest

O CZYM JESZCZE PISZEMY?

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.